2018-07-20

Rudolf Stefan Jan Weigl (2.09.1883-11.08.1957)

15 Rudolf Weigl 2.jpg

Rudolf Weigl - dobry człowiek na wszawe czasy

Stworzenie szczepionki na dur plamisty (tyfus plamisty), która uratowała życie setkom tysięcy ludzi jest potocznie uznawane za największe osiągnięcie profesora Weigla. Naukowcy podkreślają jednak inne aspekty jego pracy, które umykają przy powierzchownej analizie. Jego największym osiągnięciem było wprowadzenie do mikrobiologii sposobu hodowli drobnoustrojów na żywym, aseptycznym podłożu oraz wykorzystanie w tym procesie owadów, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. W ten sposób wskazał kierunek rozwoju wirusologii, która dopiero się rodziła – zapanował nad bakterią, która zachowywała sięjak wirus.

Wiesz, że wesz...

… jest jednym z najwierniejszych towarzyszy naszego gatunku? Nawet na rozdrożu naszej ewolucji, blisko 6 milionów lat temu, wszy również się rozdzieliły na szympansią i ludzką. Na kolejnych wirażach ewolucji było podobnie. Dlatego badania ewolucyjne wszy metodą zegara molekularnego– podobnie jak kil-ku innych gatunków pasożytów – pomagają w rekonstrukcji drogi ewolucyjnej naszego gatunku.
Gatunek wszy ludzkiej był kiedyś dzielony na dwa podgatunki– wesz głowową i odzieżową. Jednakże naukowcy doszli do wniosku, że to jeden gatunek, w ramach którego występują pewne różnice – mieszczące się jednak w ramach dopuszczalnego zakresu zmienności wewnątrzgatunkowej. Po prostu jedna grupa upodobała sobie włosy głowy, a druga jeszcze lepsze miejsce – odzież, a konkretnie te jej fragmenty, które są ciepłe i bliskie karmiciela… Tak, masz słuszność, Czytelniku… odzież nie towarzyszyła naszemu gatunkowi od początku. Naukowcy też o tym pomyśleli. Zbadali wspomnianą wyżej metodą, kiedy nastąpiło rozdzielenie linii głowowej i odzieżowej – wynik nie jest zbyt precyzyjny (zależny zapewne od regionu) i wynosi 14-30 tysięcy lat temu. Tak oto, dzięki wszom, wiemy, kiedy zaczęliśmy się stroić. Wszy mogą przenosić kilka bardzo groźnych chorób. Jedną z nich jest tyfus plamisty (dur plamisty, rzadziej dur wysypkowy lubosutkowy), który na przestrzeni dziejów zbierał krwawe żniwo. Polska nazwa - dur plamisty - lepiej oddaje charakter choroby -z jednej strony mamy więc wysypkę przekształcającą się w plamy, a z drugiej odurzenie spowodowane wysoką gorączką oraz zmianami zachodzącymi w organizmie, na skutek których chory ma omamy, halucynacje i zaczyna zachowywać się jak szaleniec.

Mały wielki zabójca

Historykom znane jest wiele epidemii tyfusu, a te z XIX i XX wieku są nawet całkiem dobrze opisane. Wielka epidemia towarzyszyła armii Napoleona cofającej się spod Moskwy w 1812. Liczbę ofiar tyfusu w Wielkiej Armii szacuje się na ok 200-400tysięcy. Wielkie epidemie wybuchały w Irlandii, tylko w trakcie jednej z nich w latach 1816-1819 tyfus zabił ok. 100 tysięcy osób. Co kilka-kilkanaście lat powstawały nowe ogniska epidemiczne - w Irlandi, Anglii, Rosji, Kanadzie, USA i wielu innych krajach.
Epidemie wybuchały, pochłaniały dziesiątki i setki tysięcy ofiar, a ciągle nie wiedziano, co jest przyczyną choroby. Naukowcy usilnie starali się ją odkryć i często płacili za to życiem. Jednym z nich był lekarz bakteriolog Howard T. Ricketts. Prowadził zaawansowane badania nad wszami, poszukując bakterii, która mogła być przyczyną duru plamistego. Opierał się na odkryciu dokonanym w 1909 roku przez Francuza Charlesa Nicolle’a z Instytutu Pasteura, który po serii eksperymentów udowodnił doświadczalnie, że tyfus plamisty jest przenoszony na człowieka przez wszy – za to odkrycie Nicolle otrzymał w 1928 roku Nobla. Ricketts, bliski sukcesu, przegrał jednak potyczkę z bakterią. W trakcie prowadzonych eksperymentów zaraził się tyfusemi zmarł w 1910 roku. Dopiero 6 lat później, w 1916 roku, brazylijski lekarz i patolog Henrique da Rocha Lima odkrył wreszcie bakterię wywołującą te wszystkie epidemie i nazwał ją rickettsja provazeki(alternatywny zapis – riketsja prowazeki), na cześć zmarłych kolegów – wspomnianego Rickettsa – oraz bliskiego przyjaciela i współpracownika, czesko-austriackiego naukowca Stanislausa Provazeka, również zmarłego na tyfus, którym zaraził się w trakcie badań. Wiedziano już, jaka bakteria chorobę wywołuje, ale nie umiano z nią walczyć, a antybiotykami jeszcze lekarze nie dysponowali. Tyfus zabijał nadal. Jedyną nadzieją byłoby wynalezienie szczepionki. Rickettsja nie była łatwym przeciwnikiem – nie pozwalała się hodować na sztucznych pożywkach. Jest bakterią, ale w tym względzie zachowuje się jak wirus – do rozmnożenia potrzebuje żywego organizmu. Tylko jak w sposób kontrolowany prowadzić taką hodowlę? Ówczesny stan wiedzy oraz poziom techniki mikrobiologicznej nie dawał żadnych szans na hodowlę riketsji. Da Rocha Lima próbował stworzyć szczepionkę z wszy, których karmicielami byli chorzy na tyfus, ale ta metoda okazała się zbyt pracochłonną i ryzykowną dla personelu, a do tego uzyskana w ten sposób szczepionka miała mizerną skuteczność. Intensywnie pracowano nad uzyskaniem szczepionki również w Instytucie Pasteura. Francuska Szczepionka, zawierająca żywe bakterie (testowana na dzieciach!!!w Chile i Argentynie), miała skuteczność blisko 60%, a u pozostałych pacjentów powodowała chorobę i liczne zgony. Mimo odkryć Nicolle’a i da Rocha Limy nie poczyniono właściwie żadnych postępów w walce z chorobą. Pierwsze szczepionki chroniły tylko trochę więcej ludzi niż ich zabijały. Bez odkrycia techniki kontrolowanej hodowli riketsji nie było co marzyć o stworzeniu skutecznej szczepionki.

Polak rodzi się Austriakiem

Tutaj na pole bitwy z tyfusem wkracza jeden z najwybitniejszych polskich i światowych naukowców – Rudolf Weigl. Urodził się w rodzinie austriackiej 2 września 1883 roku w Przerowie na Morawach. Jego ojciec należał do bogatej rodziny przemysłowców. Produkowali powozy oraz bicykle. Fryderyk Weigl zginął w wypadku, który wydarzył się w trakcie jazdy właśnie na bicyklu(to taki dziwny rower z jednym bardzo dużym kołem, a drugim małym). Po śmierci ojca, matka przeniosła się do Wiednia. Poznała tam polskiego studenta Józefa Trojnara i poślubiła go. Konsekwencją nowego związku była przeprowadzka do Galicji. Młody Rudolf uczęszczał do gimnazjum w Jaśle i Stryju, gdzie jego ojczym był nauczycielem. To właśnie w gimnazjum w Stryju w 1903 roku zdał egzamin maturalny. Następnie ukończył studia przyrodnicze na Uniwersytecie Lwowskim. Na tej uczelni zrobił też doktorat (1907) i habilitację (1913).
Pod koniec lipca 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Rudolf Weigl (podówczas jeszcze obywatel austriacki) otrzymał powołanie do armii austro-węgierskiej. W wojsku pracował jako parazytolog (specjalista od pasożytów i pasożytnictwa). Przydzielono go do pracowni mikrobiologii w szpitalu wojskowym. Na frontach wojny z tyfusem sytuacja wyglądała tragicznie. Weigl poprosił więc o przeniesienie do obozu jeńców i chorych na tyfus, w celu zintensyfikowania swoich badań.
Warunki wojenne szczególnie sprzyjały rozwojowi epidemii tyfusu. W okopach, na froncie, trudno zachować warunki higieniczne. Wszy swobodnie przenosiły się między żołnierzami. Podobnie rzecz się miała w obozach jenieckich oraz pośród uchodźców. Już na początku wojny rozszalały się kolejne epidemie, szczególnie na froncie wschodnim i na Bałkanach. Tylko w 1915 roku tyfus zabił ok. 120-150 tysięcy Serbów… – przy okazji blisko połowę lekarzy, którzy zajmowali się chorymi. Na froncie wschodnim było znacznie gorzej. Wojna i wybuch rewolucji w Rosji stworzyły idealne warunki dla epidemii tyfusu. Olbrzymie masy ludności cywilnej i żołnierzy przemieszczały się w różnych kierunkach. Zatłoczone wagony i mróz przed którym chroniono się grubymi warstwami koców i płaszczy. Idealne warunki dla wszy. W Rosji zachorowało blisko 25 milionów ludzi,ok. 3 milionów zmarło. W jednym z publicznych wystąpień Lenin podniósł kwestię konieczności natychmiastowej walki z tyfusem, mówiąc, że „albo socjalizm pokona wszy, albo wszy po-konają socjalizm”.
W 1918 roku zakończyły się działania wojenne, a Polska odzyskała niepodległość. Rudolf Weigl wychowany w polskiej tradycji, ożeniony z Polką i pracujący od lat z Polakami czuł się Polakiem i bez chwili wahania wybiera polskie obywatelstwo.
Sytuacja epidemiologiczna w Polsce była trudna. Wracają uchodźcy, jeńcy, żołnierze. Pojawiają się kolejne ogniska epidemii duru plamistego – w 1918 zanotowano 230 000 zachorowań, a w 1919 już 431 000. Docent Weigl rzucił się w wir pracy dla Niepodległej – w 1918 utworzł laboratorium wojskowe w Przemyślu, a w roku następnym zorganizował Pracownię Badań nad Tyfusem Plamistym, której zostaje szefem. 24 lipca 1920 wrócił na lwowską Alma Mater, został profesorem zwyczajnym w Katedrze Biologii Ogólnej Wydziału Lekarskiego. Stworzył tutaj swój słynny Instytut do Badań nad Tyfusem Plamistym i rozpoczął zaawansowane prace nad produkcją szczepionki. Tymczasem trwa wojna polsko-bolszewicka, Lwów bronił się w oblężeniu, a armia Tuchaczewskiego maszerowała na Warszawę – riketsja jest w swoim żywiole.
Pomimo zawieruchy dziejowej profesor pracował intensywnie i systematycznie. Dzięki swoim badaniom prowadzonym w latach 1914-1918, mógł położyć kres sporowi w gronie naukowcówo to, czy riketsja jest zwykłą bakterią, czy też ogniwem pośrednim między bakterią a wirusem. Jako jeden z nielicznych utrzymywał od początku, że to po prostu bakteria, aczkolwiek zachowująca się w pewnych aspektach jak wirus. Mimo znanej niechęci profesora do publikowania (szkoda mu było na to czasu), wydał dwie fundamentalne prace: "Untersuchungen undExperimente an Fleckfieberläusen. Die Technik der Rickettsia-Forschung"(1919) oraz "Badania nad Rickettsia prowazeki" (1920).Opisał w nich biologię rickettsj i provazeki oraz pierwszy etap eksperymentów z jej hodowlą poprzez zakażenie wszy autorską metodą – wymagającą sporych zdolności manualnych i zmysłu technicznego.

Profesor majsterkowicz

Rudolf Weigl był naukowcem kompletnym – posiadał olbrzymią wiedzę teoretyczną i praktyczną, cechowały go przenikliwość intelektualna i zdolność niekonwencjonalnego podejścia do rozwiązywania problemów badawczych. Do tego wszystkiego był wyśmienitym majsterkowiczem. Gdy napotykał problem techniczny, wtedy po prostu konstruował i wykonywał własnoręcznie potrzebną rzecz, mechanizm lub urządzenie. Jego zdolności manualne objawiały się zarówno w sferze zawodowej, jak i poza nią. Był wyśmienitym łucznikiem – jego znajomi byli przekonani, że gdyby zechciał startować w zawodach sportowych, mógłby konkurować z mistrzami tej dyscyplinie. Więc też w tej dziedzinie eksperymentował, oraz wprowadzał różne udoskonalenia, jak np. rowkowanie powierzchni strzał. Był też zapalonym wędkarzem – niezbyt zadowolony z dostępnych produktów skonstruował własną sztuczną muchę do łowienia pstrągów. Firma Hardy, jeden z najbardziej renomowanych producentów sprzętu wędkarskiego, wprowadziła ją do swojej oferty jako „Weigl’s Glory”. Ponieważ dużo czasu spędzał przy mikroskopie, usprawniłi to urządzenie – tym razem teoretycznie. Swoje szkice przesłał słynnej wiedeńskiej firmie Reichert. Już w następnym sezonie w ofercie firmy pojawiły się mikroskopy o konstrukcji zmodyfikowanej zgodnie z projektem Weigla. Te zdolności manualne bardzo wspomogły prace nad szczepionką.
Do produkcji szczepionki, jak już wspomniano, konieczne było opracowanie metody kontrolowanej hodowli riketsji. Bakteria odmawiała jednak jakiejkolwiek współpracy w tym zakresie i nie chciała się rozwijać poza organizmem wszy. Riketsja może się tam dostać w sposób naturalny – przez kłująco-ssący narząd gębowy. Wędruje bowiem w obie strony – zakażona wesz może zarazić człowieka, a chory człowiek może zakazić zdrową wesz. Właśnie w ten sposób powstaje ognisko epidemii.
Ponieważ zakażenie wszy drogą naturalną, z wykorzystaniem ludzi chorych na tyfus, było z wielu powodów nie do przyjęcia, profesor Weigl opracował technologię wprowadzania riketsji do przewodu pokarmowego wszy per rectum(rectum znajduje się dokładnie po przeciwległej, względem aparatu gębowego stronie wszy). Tutaj z pomocą przyszły mu jego zdolności manualne oraz olbrzymia wiedza o anatomii i fizjologii wszy. Wiedział, że odbyt wszy chroni chityna, dzięki czemu jest wytrzymały i odporny na urazy, natomiast jelito jest bardzo elastyczne – wesz jednorazowo potrafi wessać tyle krwi, ile sama waży. Profesor skonstruował własnoręcznie cieniutką kapilarę, którą uzyskał z rurki szklanej trzymanej w płomieniu. Przyciął ją pod skosem i obtopił brzegi, aby zapobiec zranieniu jelita wszy. Następnie przez tę cieniutką jak włos rurkę wstrzykiwał zawiesinę zawierającą zarazki duru plamistego. W celu pełnej kontroli nad procesem produkcji szczepionki, Weigl stworzył specjalny szczep tego owada, będący krzyżówką wszy występująceju jeńców rosyjskich oraz owadów pozyskanych z Laboratorium Rikesttsiozy w Addis Abebie (Etiopia). Posiadanie własnej technologii i własnej kaukasko-afrykańskiej odmiany wszy, zwanej w literaturze przedmiotu „szczepem Weigla,”gwarantowało powtarzalność doświadczeń, a ostatecznie tę samą jakość każdej partii szczepionki.

 Produkcja szczepionki

Hodowla wszy stanowiła najtrudniejszy etap produkcji szczepionki. Na jej potrzeby powstał nowy zawód – karmiciel wszy. W drewnianych klateczkach, wielkości pudełka do zapałek, uszczelnionych woskiem, umieszczano ok. 500 larw. Dno klateczki było wykonane z gazy młyńskiej. Następnie karmiciele mocowali je za pomocą gumowych pasów do uda (kobiety) lub podudzia (mężczyźni). Karmienie zdrowych wszy trwało 30-45 minut dziennie, przez 12 dni. Klateczkami opiekowali się technicy i laboranci, którzy czyścili je oraz wybierali jajeczka, z których otrzymywano larwy, co pozwalało podtrzymywać hodowlę szczepu. Po 12 dniach zdrowe owady zakażano per rectum. Jeden z młodych naukowców pracujących w Instytucie, Zbigniew Stuchly(późniejszy profesor biologii),opracował aparat klawiszowy, urządzenie które znacznie ułatwiło i przyspieszyło proces zakażania wszy. Zajmowały się tym dwuosobowe zespoły. Jeden pracownik umieszczał pod klawiszami 20 wszy, w taki sposób, że odwłoki wystawał na zewnątrz. Wtedy do pracy przystępował drugi członek zespołu, strzykacz, i za pomocą kapilary połączonej z mikropompką, wstrzykiwał per rectum kroplę zawiesiny zawierającej riketsje provazeki. Następnie ponownie umieszczano po ok. 500 sztuk zakażonych wszy w klateczkach. Ich karmieniem, przez 4-5 dni, zajmowała się kolejna grupa karmicieli. W tej grupie mogły pracować tylko osoby, które już chorowały kiedyś na tyfus i uzyskały w ten sposób naturalną odporność. Warto tutaj wspomnieć,że pierwszym karmicielem wszy był sam profesor, który zaraził się tyfusem jeszcze w początkowym okresie prac nad szczepionką i w trakcie choroby karmił wszy na swoim ciele, w celu ich zakażenia i pozyskania pierwszej partii bakterii.
Rickettsja provazeki namnaża się w komórkach nabłonkowych jelita owada, a po 4-5 dniach jego ścianki zaczynają słabnąć i następuje przenikanie przez nie hemoglobiny do ciała owada, które nabiera rubinowej barwy. Dokładnie w tym momencie, zanim jelito pęknie, należało przejść do kolejnego etapu produkcji. Tutaj pojawiali się preparatorzy, którzy pod binokularem (mikroskop z dwoma oddzielnymi okularami, pozwalający na widzenie powiększonego obrazu w trójwymiarze), dokonywali na każdej wszy mikrochirurgicznej operacji wyjęcia jelita owada. O mistrzostwie preparatorów Instytutu Weigla może świadczyć fakt, że byli oni w stanie wyizolować w ciągu godziny jelit aż 500 wszy. Następnie z tak pozyskanych jelit, pełnych riketsji, sporządzano (pomijam tutaj szczegóły techniczne) szczepionkę – bardzo bezpieczną i skuteczną. Jedyną taką na świecie. 

Czas sławy

Ponieważ epidemie tyfusu stanowiły w odrodzonej Polsce poważny problem, profesor rozpoczął akcję szczepień. W pierwszej kolejności na Huculszczyźnie, we wschodniej Małopolsce, a następnie w kolejnych rejonach, gdzie dur plamisty pojawiał się często. Wszędzie tam, gdzie przeprowadził szczepienia ochronne, ogniska epidemii wygasały. Sława Rudolfa Weigla wykroczyła poza granice Polski. Do Instytutu przyjeżdżali specjaliści ze wszystkich ważniejszych ośrodków naukowych na Ziemi. Profesor był zapraszany w różne regiony świata zagrożone epidemią tyfusu. Zarówno w swoim Instytucie, jak i w trakcie wizyt w innych placówkach, chętnie dzielił się swoją wiedzą i objaśniał technologię produkcji. Mimo tego, nigdzie nie udało się uruchomić produkcji szczepionki na dużą skalę. Widocznie tylko pod okiem profesora można było zachować rygorystyczne warunki hodowli i produkcji. Poza tym tylko w Polsce, przez kilka lat pracy nad technologią, wychował i wyszkolił odpowiednio dużą grupę współpracowników – naukowców, techników, laborantów, karmicieli, strzykaczy, preparatorów.
Pomimo tego, że dysponował ograniczoną ilością szczepionki „na eksport” prowadził, w miarę możliwości, akcje szczepień poza Polską – w koloniach włoskich, francuskich, a także w Afryce, Australii i w Chinach. O pomoc poprosił go Kościół. Misjonarze, udający się do misji katolickich w Azji i w Afryce bardzo często padali ofiarami tyfusu. W misji belgijskiej w Chinach, spośród 130 ojców zmarłych w latach 1903-1931, 70% padło ofiarą tyfusu. Profesor rozpoczął szczepienia misjonarzy i od 1932 roku żaden z nich nie zmarł już na dur plamisty. Kolejne rządy i instytucje honorowały profesora wyróżnieniami i nagrodami. Wspomnijmy tylko najważniejsze:
• 1930-1939 – łącznie 75. uprawnionych naukowców zgłaszało
jego kandydaturę do Nagrody Nobla (przypomnijmy, że Ni-
colle, laureat z 1928 roku, otrzymał łącznie 13 nominacji w la-
tach 1919-1928, a więc w podobnym przedziale czasowym),
• 1937 – rząd Belgii odznaczył go Orderem Leopolda,
• 1937 – belgijska Królewska Akademia Nauk nadaje mu god-
ność członka honorowego,
• 1937 – na zaproszenie Ligi Narodów udaje się na konferencję
w Genewie, gdzie, jako najwybitniejszy specjalista w tej dzie-
dzinie, omawia metody zwalczania tyfusu,
• 1938 – papież Pius XI dekoruje go najwyższym odznaczeniem
papieskim, Orderem Rycerski św. Grzegorza (pomimo tego,
że był agnostykiem),
• 1938 – Nowojorska Akademia Nauk nadaje mu dożywotnie
członkostwo.

Czasy pogardy

Wiosną 1939 roku na prośbę rządu włoskiego Rudolf Weigl udał do Abisynii, gdzie miał zająć się organizacją produkcji szczepionki w regionie szczególnie często i dotkliwie nawiedzanym przez epidemie. Przeczuwając bliski wybuch wojny, profesor przerwał misję i wrócił do Polski. Wiedział, że jeżeli rozpocznie się kolejna wojna – a spodziewał się najgorszego – on i jego szczepionka będą niezwykle potrzebne Polsce. W czasie I wojny światowej, pracując w obozach jenieckich i przy szpitalach wojskowych, widział potworne cierpienia żołnierzy i cywilów. Brzydził się wojną. Nie lubił nawet słuchać marszów wojskowych i, jak wiemy, nad broń palną, przedkładał łucznictwo.  Jednak to, co nastąpiło, przekroczyło wszelkie granice pojmowania. Lwów szczególnie został doświadczony okrucieństwem wojny – najpierw okupacja sowiecka z bezmyślnym, chaotycznym okrucieństwem i barbarzyństwem, a potem okupacja nazistowska, równie okrutna, a do tego przerażająco dobrze zorganizowana.

Zarówno pierwszy, jak i drugi okupant potrzebowali szczepionki na tyfus. Dlatego traktowali Instytut oraz jego szefa w sposób szczególny. Weigl staje przed poważnym wyborem – widzi tylko dwie możliwości. Może dogadywać się z barbarzyńcami i ochronić Instytut, a przede wszystkim jego pracowników – to jedna możliwość, drugą jest samobójstwo. Bardzo poważnie rozważał drugi wariant.

Niemcy szybko zorientowali się w pochodzeniu profesora. Namawiali na zmianę obywatelstwa i kusili wysokimi stanowiskami w Rzeszy, samodzielną placówka naukową, katedrą uniwersytecką w Berlinie, a nawet Nagrodą Nobla, powołując się na swoje wpływy w Komitecie Noblowskim. Profesor dał jednak jasną odpowiedź – ojczyznę wybiera się tylko raz, a on dokonał wyboru w 1918 roku i jest Polakiem. Ponieważ próby przekupstwa spełzły na niczym, postanowiono go zastraszyć. 2 lipca 1941 roku rozpoczęto aresztowania wśród lwowskich profesorów oraz członków ich rodzin, a nawet postronnych osób, które znalazły się w chwili aresztowania w ich mieszkaniach(taką przypadkową ofiarą został Tadeusz Boy-Żeleński). Większość z nich rozstrzelano. Kilka dni po tych tragicznych wypadkach do Instytutu przybył kat Galicji, generał Waffen-SS Fritz Katzmann. Wysłanie tak wysokiego oficera, który doprowadził do zamordowania blisko 500 000 ludzi, świadczy o olbrzymiej determinacji władz okupacyjnych, chcących namówić profesora do szerszej współpracy, niż tylko prowadzenie Instytutu, który produkował niewielkie, jak na potrzeby armii, ilości szczepionki. Rozmowę Weigla z Katzmannem słyszało kilka osób w Instytucie. Profesor Mosing, wieloletni współpracownik i asystent Weigla tak wspominał to, co wtedy miało miejsce:

„Złość i zdumienie Niemców wywoływał fakt, że Weigl, który nie ukrywał nigdy swego niemieckiego pochodzenia, zachowywał godność polskiego profesora. Generał zaczyna się denerwować, wspomina 32 profesorów i ich synów zamordowanych w chwili wkroczenia Niemców do Lwowa i obozy koncentracyjne. „Pan wie, że my umiemy zmusić!”… Weigl daje odpowiedź, która na zawsze zostaje w pamięci: „Generale, jestem biologiem, wiem, że życie skończyć się musi, a życie stało się teraz nieznośne. W moim wieku nie mam już szans na doczekanie lepszych czasów. Osobiście najchętniej skończyłbym samobójstwem, lecz wiem, że byłoby to bolesne dla bliskich. Spełniwszy więc swe groźby, generale, ułatwi mi pan mój zamiar…”.

Ostatecznie stanęło na tym, że Instytutowi zagwarantowano pewną samodzielność w prowadzeniu prac i oddano pod nadzór Wermachtu (czyli armii). Niemcy powołali Institut für Fleckfieber und Virusforschung des Oberkommandos des Heeres Krakau-Lemberg Bezpośrednim przełożonym, który miał sprawować nadzór nad pracami obu placówek (we Lwowie i Krakowie) został Hermann Eyer. Okazało się to zbawienne. Hermann Eyer był wybitnym specjalistą z zakresu higieny i mikrobiologii, współpracującym z Instytutem Roberta Kocha. Już przed wojną zajmował się badaniami nad tyfusem i podziwiał osiągnięcia profesora Weigla. Jest możliwe, że spotkali się w Abisynii, gdzie Eyer przebywał ze swoim asystentem, Zdzisławem Przybyłkiewiczem (będzie jeszcze o nim mowa) w tym samym czasie w roku 1939. Hermann Eyer nie godził się z brutalnymi metodami, stosowanymi podczas okupacji. Z tego też powodu chronił swoich pracowników w Krakowie i pomagał Weiglowi w ochronie personelu lwowskiego. Gwarantował też lwowskiej placówce(nieoficjalnie) pełną samodzielność – również w zakresie zatrudniania personelu.

Oprócz skromnego, ale jednak, wynagrodzenia pracownicy Instytutu otrzymywali dodatkowe deputaty żywności oraz Ausweis, który chronił dosyć skutecznie przed łapankami. Zdarzały się wyjątkowe sytuacje, że posiadacze tego dokumentu byli jednak aresztowani. Stało się tak po wybuchu powstania w Warszawie. Władze niemieckie obawiając się podobnego zrywu w Krakowie rozpoczęły prewencyjne aresztowania. Do więzień trafiło 30 pracowników Eyera. Wydobył ich wszystkich. Podobnie było we Lwowie. Tutaj interweniował w takich przypadkach Weigl, równie skutecznie. Czasami natrafiał na problemy, ale zawsze potrafił znaleźć rozwiązanie. Tak było w przypadku profesora Henryka Meisla i jego żony, których nie udało mu się wyrwać się z getta. Profesor załatwił jednak sprawę tak, że codziennie, pod ochroną żołnierza Wermachtu, Meislowie byli bezpiecznie eskortowani do pracy w Instytucie. We Lwowie profesor zatrudniał przede wszystkim tych, którzy potrzebowali ochrony. Wielu obecnych i przyszłych profesorów oraz ludzi sztuki i kultury przeżyło dzięki temu wojnę. Karmicielami wszy zdrowych byli matematyk Stefan Banach, poeta Zbigniew Herbert, prozaik i dramaturg Jerzy Broszkiewicz. Popularny po wojnie aktor, Andrzej Szczepkowski był strzykaczem. Wybitny biotechnolog i genetyk, odnoszący później znaczące sukcesy naukowe w USA, Wacław Szybalski, był szefem jednej z grup karmicieli. Pośród pracowników Instytutu znajdowali również schronienie dowódcy, żołnierze oraz łączniczki Armii Krajowej oraz komendanci konspiracyjnego harcerstwa. Długo można wymieniać nazwiska „weiglowców” (jak sami siebie nazywali), którzy po wojnie kontynuowali swoje kariery naukowe bądź artystyczne ze sporymi sukcesami – w Polsce i poza jej granicami...w Instytucie znalazło schronienie 4-5 tysięcy osób.

Instytut Weigla wspomagał również zbrojne podziemie, szczególnie ZWZ/Armię Krajową. Na potrzeby oddziałów partyzanckich fałszowano listy przewozowe i wykradano gotowe szczepionki, a także spore jej ilości produkowano poza ewidencją. Takie działania były przez okupantów traktowane jako sabotaż i karane śmiercią, ale dzięki opiece Eyera unikano wpadek podczas okresowych kontroli. Nieoficjalna produkcja kwitła i duże partie szczepionki trafiały m.in. do gett we Lwowie i Warszawie, a także do obozów w Oświęcimiu i na Majdanku. Swobodne docieranie do tych miejsc było właściwie niemożliwe, ale profesor Weigl opracował genialny w swej prostocie sposób. W Instytucie miał tak perfekcyjnie zorganizowaną pracę, że nie mogło mu zabraknąć riketsji i zakażonych wszy. Niemcy próbowali oczywiście produkcji we własnych laboratoriach, a tam często pojawiały się takie braki. Wysyłano wtedy pracowników w celu pobrania od chorych krwi oraz wszy – w obozach, a przede wszystkim w gettach, przypadki choroby były bardzo częste. Profesor zgłaszał więc, że potrzebuje np. świeżych riteksji i wysyłał w tej sprawie zaufanego współpracownika. Do warszawskiego getta jeździł doktor Mosing. Szczepionkę przemycał w termosie jako herbatę – płyny były do siebie podobne. W getcie odbierał ją Ludwik Hirszfeld, który już przed wojną był jednym z najwybitniejszych uczonych. To on odkrył prawa dziedziczenia grupy krwi i zasady konfliktu serologicznego. Wprowadzone przez niego oznaczenie grup krwi (0, A, B i AB) zostało wprowadzone w 1928 roku jako obowiązujące na całym świecie. Zmuszony dożycia w getcie zajmował się leczeniem chorych, a jednocześnie tylko tej klasy lekarz i naukowiec mógł sobie poradzić z zastosowaniem szczepionki dostarczanej w tak nietypowej postaci. Na szczęście udawało się też przemycać szczepionki w ampułkach. Wszystkie te działania odbywały się w głębokiej konspiracji. Z oczywistych powodów, tylko najbliżsi współpracownicy Rudolfa Weigla byli wprowadzeni w szczegóły utajnionej, a jednak bardzo intensywnej działalności Instytutu.

Ostatnie lata

II wojna światowa powoli dobiegała końca. Front zbliżał się do Lwowa, a z nim Armia Czerwona. Niemcy proponowali ewakuację Instytutu – Weigl ponownie odmówił. Eyer nie ma wyboru i wraz ze sprzętem Instytutu z Krakowa rusza w głąb Niemiec. Natomiast nasz bohater uznaje, że nie zniesie kolejnej sowieckiej okupacji miasta – lata wojny bardzo go wyczerpały. Zostawia Instytut pod opieką Henryka Mosinga i wyjechał do Krościenka nad Dunajcem, a następnie do Krakowa, gdzie w roku1945 objął Katedrę Mikrobiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na przełomie 1945 i 1946 roku otrzymał płatny urlop w celu wyjazdu naukowego do Sztokholmu. Wiązało się to z tym, że poraz kolejny został zgłoszony do Nagrody Nobla. Jednakże, ku olbrzymiemu zaskoczeniu środowisk naukowych, rząd polski oficjalnie sprzeciwił się tej kandydaturze.

Atmosfera wokół profesora zaczęła robić się niezdrowa. Później okazało się, że było to efektem działań byłego asystenta Hermanna Eyera, Zdzisława Przybyłkiewicza. Prowadził on – zakulisowo za życia profesora, a później już otwarcie –akcję szkalowania Rudolfa Weigla, zarzucając mu kolaborację z okupantem. Wśród tych zarzutów pojawił się jeden wyjątkowo podły. Otóż wieloletni asystent Hermanna Eyera i jego najbliższy współpracownik w krakowskim oddziale Instytutu, oskarżał profesora Weigla o zbyt zażyłe i przyjacielskie relacje z tym niemieckim, nazistowskim naukowcem. Rozsiewane plotki były poważne, a pamiętać należy, że działalność Weigla i Eyera była prowadzona w głębokiej konspiracji i tylko wąskie grono osób posiadało wiedzę na ten temat. Do tego Hermann Eyer został aresztowany przez Amerykanów i zasiadł na ławie oskarżonych w procesie lekarzy nazistowskich. Proces był szeroko relacjonowany. Atmosfera tamtych dni powodowała, że media skrupulatnie informowały o okrucieństwach popełnianych przez oskarżonych. Informacje o tym, że był wśród nich jeden sprawiedliwy nie przebijały się tak łatwo przez żelazną kurtynę. Tymczasem Hermann Eyer został oczyszczony z zarzutów i uniewinniony. W trakcie jego procesu pojawiło się bardzo dużo zeznań osób, którym uratował życie lub pomagał w ratowaniu życia innych. Wypłynął przy okazji wątek szczepionki przemycanej do warszawskiego getta. Ludwik Hirszfeld ujawnił, że Eyer również organizował w konspiracji dostawy szczepionki i leków do gettaw Warszawie.

Ostatecznie Przybyłkiewicz osiągnął zamierzony cel i udało mu się zmarginalizować pozycję Rudolfa Weigla. Ministerstwo Zdrowia jemu właśnie powierzyło kierownictwo odtworzonego zaraz po wojnie zakładu produkcji szczepionki w Krakowie. Pozbyto się nawet Weigla z Krakowa i przeniesiono w 1948 roku do Poznania na tamtejszą akademię medyczną. W 1951 roku powołano Polską Akademię Nauk, w której nie było miejsca dla członka rzeczywistego i honorowego najbardziej renomowanych instytutów i akademii naukowych w Europie i USA. W tym samym roku profesor przeszedł na emeryturę.

Profesor Rudolf Weigl zmarł 11 sierpnia 1957 roku, w Zakopanem. Pamięć o nim gaśnie.

Epilog

Przybyłkiewicz powoli piął się po szczeblach kariery naukowej. W Polsce osiągnięcia Rudolfa Weigla odchodziły w zapomnienie. Natomiast w Niemczech (cóż za chichot historii) nie zapomniano o jego dorobku. Olbrzymia w tym zasługa profesora Eyera. W 1983 roku o Rudolfie Weiglu znów robi się głośno w naukowym światku. Na konferencji w Krakowie pojawia się temat tyfusu i prof. Przybyłkiewicz powtarza publicznie swoje oskarżenie. Tak się złożyło, że w konferencji brał udział profesor mikrobiologii z Gdańska, Stefan Kryński, współpracownik i uczeń Weigla z czasów lwowskich. Jego reakcja na oszczerstwa była natychmiastowa i zdecydowana już w trakcie konferencji. Po powrocie do Gdańska publikuje list do Przybyłkiewicza, pisze w nim m.in.:

„Pańskie postępowanie, Panie Profesorze, w stosunku do Weigla jest wynikiem zapiekłej nienawiści, jaką Pan Profesor do niego żywi i zemstą za negatywną recenzję Pana pracy habilitacyjnej. Nie mogąc atakować frontalnie zastosował Pan metodę zaleconą przez don Basilla w słynnej arii z Cyrulika Sewilskiego Rossiniego. Szczególnie przykre jest to, że zaktywizował się Pan Profesor przede wszystkim po śmierci profesora Weigla wykorzystując, że umarły nie może się bronić. Jest Pan taternikiem, a więc sportowcem i wie Pan co to jest fair play. Wielka szkoda, że zdarza się czasami Panu Profesorowi zapominać o tym w życiu. Byłe mnie tylko uczniem profesora Weigla, ale również jego przyjacielem i jako przyjaciel miałem szczególnie wyostrzone spojrzenie na jego błędy i pomyłki, ale wiem z całą pewnością, że nigdy nie był konformistą i że nigdy nie leżał u nóg władców, kimkolwiek by oni byli. Również jako przyjaciel, nie tylko uczeń, nie dopuszczę, by ktoś się ośmielił obrzucać go oszczerstwami.”

Cała ta sprawa i ostra, publiczna reakcja profesora Kryńskiego powodują, że ujawniona zostaje cała sieć intryg Przybyłkiewicza. Aktywizuje to żyjących „weiglowców”. Do głosu Stefana Kryńskiego dołączają się głosy dawnych współpracowników, uczniów, osób uratowanych podczas okupacji. Pojawiają się wspomnienia i artykuły ukazujące pełen aspekt działalności Instytutu i przywracające cześć pamięci Rudolfa Weigla.

Arthur Allen, amerykański dziennikarz zafascynowany profesorem Weiglem, poświęcił mu wyśmienitą książkę – „Fantastyczne laboratorium doktora Weigla”.

Cytuje w niej fragment listu profesora Eyera:

Świat jest zły. Złe było to, co Niemcy robili w czasie wojny, i złejest to, co teraz Polacy robią mnie i moim polskim kolegom. Dlaczego świat jest taki zły?

 

Bibliografia

• Arthur Allen, Fantastyczne laboratorium doktora Weigla. Lwowscy  uczeni, tyfus i walka z Niemcami, wydawnictwo  Czarne, Wołowiec 2016, (The Fantastic Laboratory of Dr. Weigl: How Two Brave Scientists Battled Typhus ans Sabotages the Nazis, 2014)

• Maria Ciesielska, Tyfus – choroba czasu pokoju i wojny, Niepodległość i Pamięć 23/2 (54), rok 2016. http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2016-t23-n2_(54)/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2016-t23-n2_(54)-s93-113/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2016-t23-n2_(54)-s93-113.pdf

• S. Kryński, Był w nauce artystą. „Polityka", nr 24/1978

• Mój dziadek zakochał się w Polsce, ale mało kto o nim tu pamięta, wywiad z wnuczką Rudolfa Weigla, Krystyną Weigl-Albert, rozmawiała Judyta Watoła, Gazeta Wyborcza, Magazyn Katowice, 6 listopada 2016 http://katowice.wyborcza.pl/kato-wice/1,35055,20927898,moj-dziadek-zakochal-sie-w-polsce-ale-

malo-kto-o-nim-tu-pamieta.html

• Z. Stuchly, Wspomnienia o Rudolfie Weiglu. Odczyt wygło-szony 21 maja 1958 r. na wspólnym posiedzeniu Oddziału Polskiego Towarzystwa Historii Medycyny oraz Oddziału Polskiego Towarzystwa Lekarskiego we Wrocławiu, drukowany w skróconej formie w „Przeglądzie Zoologicznym" nr 4/1959.

• Z. Stuchly (red.), Zwyciężyć tyfus — Instytut Rudolfa Weigla we Lwowie. Dokumenty i wspomnienia, Wrocław 2001, Wydawnictwo Sudety.

 

• Wacław Szybalski, Wykorzystanie wszy laboratoryjnych karmionych przez ludzi dla produkcji szczepionki Weigla przeciw tyfusowi plamistemu. Tłumaczenie z tekstu angielskiego zamieszczonego w publikacji: Maramorosch, K. I Mahmood, F. (Eds.), Maintenance of Human, Animal, and Plant Pathogen Vectors. Science Publishers, Inc., Enfield, NH, USA (1999). Str.161-180 Proceedings of the EPA-APS Symposium Manual on the MAINTENANCE OF ANIMAL/HUMAN AND PLANT PATHOGEN VECTORS Las Vegas, Nevada, 10 listopada 1998 Karl Maramorosch i Farida Mahmood (Eds.), http://www.lwow.home.pl/tyfus.html

• R. Wójcik, Pakt z diabłem. „Przegląd Tygodniowy" nr 4/1994.

• R. Wójcik, Kapryśna gwiazda Rudolfa Weigla, „Odra" nr 9 i 10/1980.

• J. Złotorzycka, Profesor Rudolf Weigl (1883-1957) i jego instytut, „Analecta. Studia i Materiały z Dziejów Nauki", nr 1/1998.

powrót

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji w polityce prywatności.

×